Aleksiej rzucił kluczyki na szafkę w przedpokoju.
— Albo jedziemy na wakacje z moją siostrą i jej dziećmi, albo pakuj swoje rzeczy i wynoś się z mojego mieszkania.
Wskazał drzwi.
— Wiesz, gdzie są. Stał w progu ze skrzyżowanymi ramionami i pewną siebie miną, jak kapitan tonącego statku, który jeszcze wierzy, że wszystko kontroluje.
Olga zamarła na środku salonu z otwartymi paszportami w dłoniach.
Nie mogła uwierzyć w to, co właśnie usłyszała.
— Co powiedziałeś?
— Słyszałaś.
Od dziś moje decyzje nie podlegają dyskusji.
Jeszcze kilka godzin wcześniej Olga żegnała męża wychodzącego do pracy z uśmiechem. Starannie schowała vouchery na wyjazd do ich paszportów i wyobrażała sobie morze, słońce oraz te rzadkie chwile, kiedy będą tylko we dwoje.
Przez pół roku odkładali pieniądze na ten hotel z widokiem na morze. Marzyła o spokojnych porankach, długich spacerach i wieczorach przy dźwięku fal.
Tylko ona i Aleksiej.
Bez dziecięcych krzyków.
Bez:
„Ciociu Olgo, gdzie jest moja zabawka?”
Bez:
„Ciociu Olgo, nie chcę tego jeść, zrób mi coś innego”.
— Lesza, ty mówisz poważnie? — głos jej zadrżał.
— Przecież pół roku oszczędzaliśmy na te wakacje. Chcieliśmy odpocząć sami.
— Ania potrzebuje odpoczynku, Ola.
Po rozwodzie jest wykończona.
Pomyśl tylko.
Trójka dzieci: trzy, pięć i siedem lat. Przecież sama mówiłaś, że kiedyś chcesz zostać matką.
To będzie dla ciebie trening.
Nie chcę, żeby moja przyszła żona nie potrafiła poradzić sobie nawet z moimi siostrzeńcami.
Jego słowa zabolały bardziej niż sam ultimatum.
Trzy lata małżeństwa.
Trzy lata ustępstw.
Kiedy jego siostra Ania przyjeżdżała „tylko na weekend”, a zostawała cały tydzień, Olga gotowała, sprzątała i zajmowała się dziećmi.
Kiedy jego matka dzwoniła późnym wieczorem z kolejnymi radami, Olga milczała. Robiła to dla spokoju w rodzinie.
Ale tym razem było inaczej.
To nie była drobnostka.
To były jej wymarzone wakacje.
Wakacje, które miały zamienić się w dwa tygodnie darmowej opieki nad dziećmi, podczas gdy Ania będzie odpoczywać na plaży.
— Czyli ja mam przez cały wyjazd karmić dzieci, pilnować ich, kąpać, zabawiać i biegać za nimi?
A ty i twoja siostra będziecie odpoczywać?
Aleksiej wyprostował się.
— Jestem głową rodziny.
Ja decyduję.
Albo jedziesz z nami, albo odchodzisz.
Olga spojrzała na niego i pierwszy raz zobaczyła nie mężczyznę, za którego wyszła za mąż, ale zupełnie obcą osobę.
— Dobrze.
Wybieram drugą opcję.
Jadę do mamy.
Jeszcze dzisiaj.
Aleksiej zamrugał.
Tego się nie spodziewał.
— Co?!
— Zamieszkam u niej, dopóki nie zdecydujemy, co dalej z mieszkaniem.
— Ola, nie przesadzaj.
Za dwa dni mamy samolot!
Wszystko jest opłacone.
— To leć.
Będziesz uczyć siostrzeńców pływać i słuchać narzekań Ani.
Najwyraźniej właśnie takich wakacji chcesz. Wyciągnęła walizkę i zaczęła pakować swoje rzeczy.
Sukienki.
Swetry.
Książkę, której od miesięcy nie mogła skończyć.
Aleksiej patrzył na nią ze złością.
— Będziesz żałować.

Ania ci tego nie wybaczy.
Powiedzą, że porzuciłaś rodzinę.
Olga uśmiechnęła się gorzko.
— Trudny moment jest wtedy, kiedy ktoś naprawdę potrzebuje pomocy. A kiedy ktoś oczekuje, że druga osoba poświęci swoje życie dla jego wygody, to coś zupełnie innego.
Nie jestem nianią.
Taksówka zawiozła Olgę przez nocne miasto do domu jej matki.
Tatiana Iwanowna otworzyła drzwi, zobaczyła walizki i nie zadała żadnych pytań.
Po prostu przytuliła córkę.
— Zrobię ci herbatę.
Z twoim ulubionym dżemem z borówek.
Później Olga cicho powiedziała:
— Chyba będę się rozwodzić, mamo.
Matka westchnęła.
— Przez te wakacje?
— Nie.
Przez wszystko, co było wcześniej.
Mam dość bycia tą, która zawsze ustępuje.
Następnego ranka telefon Olgi nie przestawał dzwonić.
Aleksiej próbował się dodzwonić.
Ania pisała:
„Ola, dzieci tak bardzo cieszyły się, że pojedziesz z nami”.
Olga wyciszyła telefon i poszła pomagać mamie przy kwiatach na balkonie.
W południe ktoś zapukał do drzwi.
To była Ania.
Z uśmiechem, który wyglądał zbyt sztucznie.
— Możemy porozmawiać?
— Oczywiście.
— Naprawdę chcesz zniszczyć rodzinę przez jedne wakacje?
Lesza jest załamany.
Dzieci są rozczarowane.
Olga spojrzała na nią spokojnie.
— Aniu, czy ktoś zapytał mnie, czy chcę spędzić swój urlop jako opiekunka?
Czy po prostu wszyscy zdecydowali za mnie?
— Ale to będzie dla ciebie dobre.
Przecież chcesz mieć dzieci.
— Tak.
Ale moje przyszłe dzieci nie będą ćwiczeniem dla czyjejś wygody.
Tatiana Iwanowna wyszła z kuchni.
— To nie egoizm.
To szacunek do samej siebie.
Kiedy Ania wyszła, trzaskając drzwiami, Olga poczuła ogromną ulgę.
Jakby zdjęła z ramion ciężki plecak, który nosiła przez lata.
Oddała swój bilet.
I kupiła nowy.
Do tego samego kurortu.
Ale sama.
Dwa tygodnie później wróciła inna.
Spokojniejsza.
Silniejsza.
Bardziej pewna siebie.
Aleksiej czekał na nią z kwiatami.
— Nie miałem racji.
Chcę zacząć od nowa.
Bez ultimatum.
Bez cudzych dzieci.
Olga długo patrzyła mu w oczy.
— Dobrze.
Ale tym razem zasady będą inne.
Pierwsza zasada:
Następne wakacje są tylko dla nas.
Bez siostrzeńców.
Bez poświęceń.
Bez podejmowania decyzji za mnie.
Wzięła kwiaty.
Ból wciąż był obecny.
Ale po raz pierwszy od dawna czuła, że jej życie znowu należy do niej. Czasem, żeby uratować coś ważnego, najpierw trzeba mieć odwagę odejść.
