— Na swoją rodzinę?
— Tak. Na mnie, na dzieci, na nasz dom. Moja matka ma własne problemy i nie możesz ciągle jej finansować.
Przez chwilę milczałam.
To było dziwne słyszeć te słowa od człowieka, który przez ostatnie dwa lata nawet nie pytał, ile pieniędzy przelewałam jego matce.
Robiłam to co miesiąc.
Bez przypominania. Bez proszenia. Bez oczekiwania wdzięczności.
Kiedy teściowa miała zaległy rachunek, płaciłam. Kiedy brakowało jej na leki, wysyłałam pieniądze. Kiedy zepsuła się lodówka, kupiłam nową.
A mój mąż zawsze mówił:
— Mama kiedyś wszystko dla nas robiła.
Dlatego nie protestowałam.
Tamtego wieczoru jednak tylko skinęłam głową.
— Dobrze. Skoro tak uważasz.
Nie dodałam nic więcej.
Następnego ranka siedzieliśmy przy śniadaniu, kiedy telefon mojego męża zaczął dzwonić.
Spojrzał na ekran.
— Mama.
Odebrał.
— Cześć, mamo.
Przez kilka sekund słuchał.
Jego twarz stopniowo robiła się coraz bardziej napięta.
— Jak to nie ma? — zapytał.
Spojrzał na mnie.
— Jaki przelew?
Po chwili wstał od stołu.
— Poczekaj, mamo. Zaraz sprawdzę.
Rozłączył się i natychmiast otworzył aplikację bankową.
— Nie wysłałaś pieniędzy?
Odłożyłam łyżeczkę.
— Nie.
— Dlaczego?
— Wczoraj powiedziałeś mi, żebym wydawała swoje pieniądze na swoją rodzinę.
— Ale nie mówiłem, żebyś przestała pomagać mamie!
— Właśnie to powiedziałeś.
— To była przenośnia!
— Dla mnie nie.
Mąż zacisnął szczękę.
— Wiesz, że mama czeka na ten przelew.
— Wiem.
— Więc wyślij go.
Pokręciłam głową.

— Nie.
— Co znaczy „nie”?
— Od dzisiaj każdy wydaje własne pieniądze zgodnie z własnymi decyzjami.
— Przecież jesteśmy małżeństwem!
— Właśnie dlatego przez dwa lata uważałam, że pomaganie twojej matce jest również moją sprawą.
Wstałam od stołu.
— Ale skoro ty sam uważasz, że powinnam zajmować się wyłącznie swoją rodziną, zastosuję się do twoich słów.
Wtedy telefon zadzwonił ponownie.
Tym razem teściowa nie zadzwoniła do niego.
Zadzwoniła do mnie.
Odebrałam.
— Kochanie, co się stało? — zapytała. — Zawsze pieniądze były rano. Dzisiaj nic nie dostałam.
— Wiem.
— Więc wyślij, proszę. Muszę zapłacić rachunki.
Spojrzałam na męża.
— Porozmawiaj z synem.
— Ale przecież to ty zawsze…
— Wiem, mamo. Zawsze ja.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Od dzisiaj już nie.
Rozłączyłam się.
Mąż patrzył na mnie, jakby dopiero teraz zrozumiał, co właściwie powiedział poprzedniego wieczoru.
— Ona naprawdę nie dostała pieniędzy — powiedział cicho.
— Tak.
— Co teraz?
Wzięłam torebkę i kluczyki.
— Teraz wydam swoje pieniądze na swoją rodzinę.
— Dokąd idziesz?
— Po południu zabieram dzieci na zakupy. Od miesięcy odkładaliśmy pieniądze na ich nowe biurka.
Zatrzymałam się przy drzwiach.
— A ty możesz zadzwonić do swojej mamy i wyjaśnić jej, dlaczego nie dostała przelewu.
Po raz pierwszy od dawna mój mąż nie miał na to żadnej odpowiedzi.
A ja wyszłam z domu z poczuciem, że wreszcie przestałam być obowiązkowym przelewem w cudzym kalendarzu.
