Elena wyłączyła zamek i natychmiast usłyszała nieznany śmiech dobiegający z kuchni. Śmiech był głośny i swobodny. Nie taki, jaki słyszy się u gości.
Tak śmieją się ludzie, którzy są pewni, że są tu mile widziani.
Zamarła w korytarzu.
Na podłodze stały damskie szpilki.
Nie tanie.
Obok – jasny płaszcz, starannie zawieszony na wieszaku, który Denis zawsze mijał, rzucając swoją kurtkę gdzie popadnie. Z kuchni dochodził zapach pieczonego mięsa, przypraw i słodkich perfum.
Nie jej perfum.
Elena powoli zamknęła drzwi.
W jej piersi nie drgnęło nic.
Ani gniew, ani histeria.
Tylko ciężka, nieprzyjemna świadomość, która od dawna krążyła gdzieś w niej, ale nie mogła przybrać słów. W ostatnich miesiącach Denis bardzo się zmienił. Zaczął wracać późno.
Trzymał telefon ekranem do dołu. Wychodził palić na klatkę schodową, mimo że wcześniej palił spokojnie na balkonie.
Denerwowały go zwykłe pytania.
A co najważniejsze – nagle zaczął mówić o mieszkaniu.
Zbyt często.
„Czas przepisać na mnie część” — rzucił niby mimochodem.
„Przecież jesteśmy rodziną.”
„Normalne żony tak się nie zachowują.”
„Nie ufasz mi?”
Elena tylko się uśmiechała.
Mieszkanie było jej. Całkowicie.
Spadek po babci, na długo zanim poznała Denisa.
Potem był remont.
Potem ślub.
Potem on się wprowadził.
I bardzo szybko zaczął zachowywać się tak, jakby mieszkanie należało do niego z prawa. W kuchni siedziała dziewczyna około dwudziestu pięciu lat.
Z idealnym makijażem.
Z delikatnymi palcami i długim manicure.
Ubrana w jego koszulkę.
Elena rozpoznała ją od razu.
Kupiła ją dla Denisa.
Dziewczyna trzymała kieliszek wina i się śmiała.
Denis ją zobaczył.
Zbladł.
„Lena… dlaczego wróciłaś tak wcześnie?”

Elena spokojnie odstawiła torebkę.
Położyła klucze na stole.
Spojrzała na dziewczynę.
„Kim ona jest?” — zapytała spokojnie.
„Ja…” — zaczął Denis, ale się zająknął.
„Jesteś jego żoną?” — zapytała dziewczyna.
Zapadła cisza.
I to wystarczyło. Twarz dziewczyny się zmieniła.
„Powiedziałeś mi, że jesteście w separacji.”
Elena skinęła głową.
„Klasyka.”
„Denis, przestań!” — krzyknął.
Elena spojrzała na niego.
„Słuchaj, czy nie ostrzegano cię, że mieszkasz w moim mieszkaniu?”
Dziewczyna pobladła.
„W jakim… twoim mieszkaniu?”
„Dosłownie.”
„To mieszkanie jest moje.”
„A ty jesteś tylko gościem.”
Denis zesztywniał.
„Przestań natychmiast!”
Ale Elena nawet na niego nie spojrzała.
Dziewczyna wstała.
„Chyba już pójdę…”. „Usiądź” — powiedziała spokojnie Elena.
„Przyda ci się to usłyszeć.”
„To jakiś obłęd!” — syknął Denis.
„Nie, Denis.”
„Obłęd zaczął się dawno temu.”
Dziewczyna otworzyła dokumenty, które Elena położyła przed nią.
Po kilku sekundach podniosła wzrok.
„Ty mieszkasz u swojej żony?”
„To tymczasowe!” — krzyknął Denis.
Elena uśmiechnęła się.
„Cztery lata to tymczasowe?”
Dziewczyna spojrzała na niego z obrzydzeniem.
„Jesteś obrzydliwy.”
I wyszła.
Drzwi trzasnęły.
Denis eksplodował.
„Zniszczyłaś wszystko!”
„Ja?”
„Tak!”
„Specjalnie wróciłaś!”
Elena zaśmiała się.
„Nie, Denis.”
„To ty sam się o to postarłeś.”
„Przyprowadzając kochankę do mojego domu.”
„Twojego domu…” — syknął.
„To MÓJ dom.”
„Bez mnie byłbyś nikim!”
Elena spojrzała na niego spokojnie.
„Gdyby nie to mieszkanie… kto by cię znosił?”
Zapadła cisza.
I wtedy zrozumiał, że posunął się za daleko. „Rozwiedziemy się” — powiedziała spokojnie.
„I zmienię zamki.”
„Nie możesz mnie wyrzucić!”
„Mogę.”
I już sięgnęła po telefon.
Denis zastygł.
Po raz pierwszy zrozumiał, że to nie była groźba.
Tylko decyzja.
I w tej chwili po raz pierwszy poczuł strach.
