„Napełniłaś kaczkę jabłkami?”
Natalia wsunęła brytfannę z powrotem do piekarnika i powoli się wyprostowała. W kuchni panował prawdziwy upał. Aromat rozmarynu i pieczonego mięsa mieszał się w powietrzu. Od wielogodzinnego stania przy piecu bolały ją plecy jak zwykle.
„Tak, napełniłam” — odpowiedziała spokojnie. Paweł stał w drzwiach, opierając się ramieniem o framugę. Miał na sobie świeżą błękitną koszulę, którą Natalia wyprasowała rano, zanim zaczęła gotować.
„Kupiłaś dobre jabłka? Nie te kwaśne z targu?” — zapytał.
„Dobre, Paweł. Słodkie”.
Opłukała ręce pod wodą i strząsnęła krople. Była na nogach od rana: zakupy, ciężkie torby z mięsem, warzywami i przyprawami, a potem sprzątanie, bo Paweł nie znosił ani odrobiny kurzu.
„Bo przyjdą Anton i Larysa — wstyd by był” — mówił. Paweł poprawił kołnierzyk.
„Pomyślą, że Paweł oszczędza na przyjaciołach”.
„Nikt tak nie pomyśli”.
Natalia odłożyła czyste talerze na stół.
„Drogie było to mięso?” — zapytał nagle.
„Nie najtańsze”.
Paweł prychnął.
„Ceny zwariowały. Tyle pieniędzy za zwykłą kaczkę! A ja na to wszystko ciężko pracuję…”
Natalia milczała. Słyszała to już setki razy: że mieszkanie jest „jego”, że on „wszystko opłaca”, że ona „tylko żyje w gotowym”.
Wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
„O, goście!”
Paweł natychmiast się ożywił. Wszedł Anton z Larysą.
„Przechodźcie!”
Natalia wyszła z kuchni.
„Cześć”.
Kolacja szybko się rozpoczęła. Paweł uwielbiał takie wieczory — siedzieć na czele stołu i wygłaszać mądre uwagi.
Natalia biegała między kuchnią a salonem, podawała dania, wymieniała talerze, przynosiła kolejne potrawy. „Masz szczęście, Paweł” — powiedział Anton.
„Wszyscy tak mają, gdy się dobrze ustawią” — odpowiedział Paweł.
„A Natalia też pracuje i prowadzi dom…” — próbowała wtrącić Larysa.
„Praca?” — Paweł się zaśmiał. — „Siedzenie przy komputerze to nie praca”.
Natalia wniosła kaczkę. Zapach jabłek rozszedł się po pokoju.
„Ale ona też pracuje…” — cicho powiedziała.

„Jaką pracę!” — przerwał Paweł. — „To wszystko i tak ja utrzymuję”.
W pokoju zapadła cisza.
Natalia powoli podniosła wzrok.
„Czyli… darmowa?”
„A co powiedziałem?” — odparł Paweł.
I wtedy coś w niej pękło.
„Czyli darmowa…” — powtórzyła.
Wstała od stołu.
„Dość”.
Podeszła do wieszaka, założyła płaszcz. Wzięła klucze, odpięła brelok i położyła dwa klucze na stole.
„Co to ma być?” — zapytał Paweł.
„Twoje klucze. Do twojej przestrzeni”.
„Zwariowałaś?”
„Zrezygnowałam”.
„Z pracy?” — nie zrozumiał.
„Z bycia darmową służącą”.
Wyszła.
Drzwi zamknęły się ciężko.
Paweł został przy stole z niedokończoną kolacją.
Nie wiedział jeszcze, że Natalia już wcześniej wynajęła mieszkanie i stopniowo przenosiła swoje rzeczy. Myślał, że wróci.
Ale nie wróciła. A po kilku tygodniach zrozumiał, że nie stracił „pomocy domowej”.
Stracił jedyną osobę, która naprawdę budowała ten dom.
