Doina stała przede mną przez kilka sekund, ściskając w dłoniach płaszcz.
— Naprawdę mnie wyrzucasz?
— Tak.
— Z domu mojego syna?
Spojrzałam na nią spokojnie.
— Nie. Z mieszkania, które odziedziczyłam po swojej babci.
Jej twarz poczerwieniała.
— Michaił się o tym dowie.
— Jestem tego pewna.
Dowiedział się znacznie szybciej, niż się spodziewałam.
Doina nie zdążyła nawet zejść na dół, kiedy mój telefon zaczął dzwonić. Na ekranie pojawiło się imię Michaiła.
Odebrałam.
— Co ty najlepszego zrobiłaś?! — wybuchł bez przywitania.
— Tobie również miłego dnia.
— Moja matka płacze! Powiedziała, że wyrzuciłaś ją z domu!
— Poprosiłam ją, żeby opuściła moje mieszkanie, ponieważ sama powiedziała, że to ona tutaj rządzi. Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Andrea, przecież wiesz, jaka jest moja mama!
Zamknęłam oczy.
Znowu to samo.
Zawsze te same słowa.
— Właśnie to powtarzasz mi od miesiąca.
— Nie możesz brać do siebie wszystkiego, co mówi.
— Przychodzi tutaj niemal codziennie. Otwiera moją lodówkę, przestawia moje rzeczy, krytykuje to, co gotuję, jak się ubieram i jak prowadzę dom…
— Ona tylko chce pomóc!
— Dzisiaj powiedziała mi wprost, że to ona rządzi w moim mieszkaniu. Michaił przez chwilę milczał.
A potem powiedział:
— Nie mogłaś po prostu siedzieć cicho? Te słowa zabolały mnie bardziej niż wszystkie uwagi jego matki.
— Słucham?
— Mogłaś pozwolić jej mówić i niczego nie komentować. Naprawdę musiałaś robić z tego awanturę?
— Czyli mam siedzieć cicho we własnym domu, żeby twoja matka się nie zdenerwowała?
— Tego nie powiedziałem.
— Właśnie to powiedziałeś.
Rozłączył się ze złością.
Prawie dwie godziny później wrócił do mieszkania. Nawet nie zdjął kurtki.
— Musimy porozmawiać.
— Słucham.
— Moja matka nie wróci tutaj, dopóki jej nie przeprosisz.
Przez moment myślałam, że źle usłyszałam.
— Ja mam ją przeprosić?
— Upokorzyłaś ją.
— Michaił, twoja matka powiedziała mi we własnym domu, że to ona tutaj rządzi.
— Bo ją sprowokowałaś!
Zamarłam.
— Ty w ogóle słyszysz, co mówisz?
— To moja matka!
— A ja jestem twoją żoną.
— To zachowuj się jak żona!

Wtedy zrozumiałam, że problemem nigdy nie była wyłącznie Doina.
Problem polegał na tym, że za każdym razem, gdy Michaił musiał wybierać między spokojem swojej matki a szacunkiem dla mnie, oczekiwał, że to ja ustąpię.
— Dobrze — powiedziałam. — W takim razie ustalmy jasne zasady.
— Jakie zasady?
— Twoja matka nie będzie już przychodziła tutaj bez zapowiedzi. Nie będzie otwierała moich szafek ani zaglądała do lodówki. Nie będzie przestawiała moich rzeczy.
Nie będzie mówiła mi, jak mam gotować, sprzątać ani jak mam być żoną jej syna. I przede wszystkim nigdy więcej nie będzie decydowała, kto rządzi w moim domu.
Michaił roześmiał się gorzko.
— Chcesz mi zabronić spotykać się z matką?
— Nie. Chcę, żebyś szanował mój dom.
— To również mój dom!
— Mieszkamy tutaj razem. Ale mieszkanie odziedziczyłam po babci i nie pozwolę, żeby twoja matka zachowywała się tak, jakby była jego właścicielką.
Wtedy Michaił wypowiedział słowa, które zmieniły wszystko:
— Jeśli nie potrafisz zaakceptować mojej matki, to nie akceptujesz również mnie.
Patrzyłam na niego długo.
— W takim razie wybierz.
— Co?
— Doskonale wiesz co.
Nigdy nie chciałam, żeby zrywał kontakt z matką. Nigdy nie żądałam od niego czegoś takiego.
Chciałam tylko, żeby zrozumiał jedną prostą rzecz: nawet w rodzinie muszą istnieć granice.
Michaił sięgnął po telefon.
Przez chwilę myślałam, że chce się tylko uspokoić.
Usłyszałam jednak:
— Mamo? Wróć tutaj.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
— Co ty robisz?
Odwrócił się do mnie plecami.
— Wróć. Teraz.Dwadzieścia minut później zadzwonił dzwonek.
Doina ponownie stała w progu.
Nadal miała na sobie płaszcz.
Kiedy mnie zobaczyła, na jej ustach pojawił się lekki, pełen satysfakcji uśmiech.
Michaił otworzył drzwi szerzej.
— Wejdź, mamo.
Doina minęła mnie bez słowa.
Zdjęła płaszcz i ponownie powiesiła go na wieszaku.
Potem poszła do salonu i usiadła na kanapie.
Jak gdyby nic się nie wydarzyło.
Jakby właśnie wygrała.
Michaił spojrzał na mnie.
— Widzisz? Możemy zachowywać się jak dorośli.
Wtedy dokładnie wiedziałam, co muszę zrobić.
Poszłam do sypialni.
Otworzyłam szafę i wyciągnęłam dwie duże torby.
Michaił ruszył za mną.
— Co ty robisz?
— Rozwiązuję problem.
Otworzyłam jego szafę i zaczęłam wkładać do pierwszej torby jego ubrania.
Stanął jak wryty.
— Andrea, co ty wyprawiasz?
— Pakuję cię.
— Oszalałaś?
— Nie. Po prostu chyba w końcu wszystko zrozumiałam.
Doina pojawiła się w drzwiach.
— Michaił, nie pozwól jej robić przedstawienia.
Odwróciłam się do niej.
— Nie robię żadnego przedstawienia.
Zasunęłam pierwszą torbę i sięgnęłam po drugą.
— Andrea, przestań! — rozkazał Michaił.
— Dlaczego?
— Bo to jest mój dom!
Spojrzałam na Doina.
— Dzisiaj pani bardzo jasno wyjaśniła mi, jak wygląda sytuacja.
Jej uśmiech zniknął.
— Co masz na myśli?
Włożyłam ostatnią koszulę Michaiła do torby.
— Powiedziała pani, że to pani tutaj rządzi, podczas gdy pani syn mieszka ze mną.
Zasunęłam torbę.
— W takim razie rozwiązanie jest bardzo proste.
Podałam mu obie torby.
— Od dzisiaj pani syn nie będzie już tutaj mieszkał.
Zapadła absolutna cisza.
Michaił patrzył na mnie, jakby nagle przestał mnie poznawać.
— Wyrzucasz mnie?
— Miałeś wybór. Mogłeś zdecydować, że będziesz szanował granice naszego małżeństwa, albo pokazać swojej matce, że może wejść tutaj, kiedy tylko zechce.
Wskazałam na salon.
— Przywołałeś ją z powrotem zaledwie dwadzieścia minut po tym, jak powiedziałam ci, że nie będę dłużej tolerować takiej sytuacji. Wybrałeś.
Doina natychmiast wstała.
— Chodź, Michaił. Zostaw ją. Przejdzie jej.
Spojrzałam na nią.
— Nie, Doina. Tym razem mi nie przejdzie.
Michaił stał jeszcze przez kilka minut obok spakowanych toreb.
Prawdopodobnie czekał, aż zmienię zdanie.
Nie zmieniłam.
W końcu wziął bagaże.
Przed wyjściem odwrócił się do mnie.
— Naprawdę jesteś gotowa zakończyć nasze małżeństwo przez coś takiego?
Podeszłam bliżej.
— Nie przez to.
Wzięłam głęboki oddech.
— Nasze małżeństwo rozpadało się powoli, za każdym razem, kiedy twoja matka mnie upokarzała, a ty mówiłeś, żebym ją ignorowała.
Nie odpowiedział.
— Dzisiaj po prostu przestałam udawać, że nie widzę, co się dzieje.
Doina wyszła pierwsza.
Michaił podążył za nią z dwiema torbami.
Zamknęłam drzwi. W mieszkaniu zapadła niezwykła cisza.
Po raz pierwszy od miesiąca nikt nie zaglądał do mojej lodówki.
Nikt nie przestawiał moich rzeczy.
Nikt nie mówił mi, jak powinnam żyć w mieszkaniu odziedziczonym po babci.
Przez następne dni Michaił dzwonił do mnie dziesiątki razy.
Najpierw był wściekły.
Potem zaczął proponować kompromisy.
— Moja mama mogłaby przychodzić rzadziej.
— Nigdy nie chodziło o to, jak często przychodziła.
— W takim razie każę jej przeprosić.
— Czy ty w ogóle zrozumiałeś, co się wydarzyło?
Zamilkł.
Każda rozmowa kończyła się tak samo.
Michaił chciał naprawić skutki tego, co się stało.
Ale nadal nie rozumiał prawdziwej przyczyny.
Dlatego rozpoczęłam procedurę separacji.
Nie było łatwo.
Nie było przyjemnie.
Kochałam go.
Być może jakaś część mnie nadal go kochała.
Ale miłość nie mogła oznaczać, że będę się ciągle umniejszać, żeby jego matka mogła zajmować coraz więcej miejsca w naszym życiu.
Minęło sześć miesięcy.
Pewnego popołudnia Michaił zadzwonił.
Jego głos brzmiał inaczej.
— Andrea… możemy porozmawiać?
— Słucham.
— Nie mogę już mieszkać z matką.
Zamilkłam.
— Cały czas się kłócimy. Mówi mi, gdzie mam odkładać ubrania, co mam jeść i o której powinienem chodzić spać. Wchodzi do mojego pokoju bez pukania. Przestawia moje rzeczy.
Przez chwilę pomyślałam, że żartuje.
Ale nie żartował.
— I co z tego?
— Chyba w końcu zrozumiałem, co próbowałaś mi powiedzieć.
Spojrzałam na swoje mieszkanie.
Niebieskie zasłony nadal wisiały w oknach.
Kanapa stała dokładnie tam, gdzie ją zostawiłam.
Na kuchennym stole leżały dwa brudne talerze.
I, co dziwne, wcale mi to nie przeszkadzało.
— Chcę wrócić do domu — powiedział Michaił.
Przez kilka sekund milczałam.
Potem zapytałam:
— Do którego domu?
— Do ciebie. Do naszego.
Spojrzałam na zdjęcie babci stojące na półce.
— Nie.
— Andrea…
— Musiałeś mieszkać z matką przez sześć miesięcy, żeby zrozumieć to, czego ja doświadczałam każdego dnia we własnym domu.
Nic nie powiedział.
— Przepraszam — wyszeptał.
I być może naprawdę żałował.
Ale niektóre rzeczy człowiek rozumie dopiero wtedy, gdy jest już za późno. Zanim zakończyłam rozmowę, przypomniałam sobie dzień, w którym Doina stała w mojej kuchni i z absolutną pewnością siebie powiedziała, że to ona tutaj rządzi, podczas gdy jej syn mieszka ze mną.
Uśmiechnęłam się.
— Mam nadzieję, że teraz w końcu zrozumieliście, kto rządzi w waszym domu.
Rozłączyłam się.
Potem poszłam do kuchni, zrobiłam sobie kawę i zostawiłam oba talerze w zlewie aż do rana.
Bo były moje.
Zlew był mój.
Niebieskie zasłony były moje.
A cisza w mieszkaniu mojej babci wreszcie znowu należała tylko do mnie.
