— Proszę kontynuować, proszę pani.
Dojna zamrugała ze zdziwieniem.
— Słucham?
— Proszę powiedzieć wszystko, co syn opowiadał pani o tej kobiecie. Wokół nas nagle zapadła kompletna cisza.
— Chcę usłyszeć każde słowo. Dojna nie rozumiała, dlaczego moi koledzy nagle zamilkli. Tym bardziej nie miała pojęcia, kim był mężczyzna, przed którym jeszcze chwilę wcześniej domagała się mojego zwolnienia.
Zawahała się tylko przez moment. Potem uniosła podbródek, przekonana, że wreszcie znalazła kogoś, kto „zrobi ze mną porządek”.
— Mój syn pracuje od rana do nocy przez tę kobietę! — oznajmiła. — Ma dwie prace! Płaci raty, rachunki, wszystko! A ona kupuje sobie drogie ubrania i jeździ do hoteli z innymi mężczyznami!
Siwowłosy mężczyzna wysłuchał jej bez słowa.
— Dwie prace? — zapytał w końcu.
— Dokładnie.
Spojrzał na mnie.
— Irino, wiedziałaś, że Radu pracuje w dwóch miejscach?
— Nie.
— Oczywiście, że nie wie! — wtrąciła Dojna. — Jej w ogóle nie obchodzi, ile mój syn się poświęca.
Mężczyzna przez kilka sekund milczał.
— Pani Popa, nazywam się Alexandru Ionescu.
Dojna czekała na dalszy ciąg.
— Założyłem tę firmę dwadzieścia siedem lat temu. Obecnie jestem jej głównym udziałowcem. Uśmiech natychmiast zniknął z jej twarzy.
— Pan jest… właścicielem?
— Tak.
Dojna spojrzała na mnie, a potem ponownie na niego.
— W takim razie tym bardziej powinien pan wiedzieć, jaką pracownicą jest…
— Irina nie jest moją pracownicą.
Zapadła cisza.
— Co?
Alexandru podszedł do mojego biurka.
— Irina Ionescu jest dyrektorem generalnym tej firmy i posiada część jej udziałów.
Dojna zamrugała kilka razy.
Ale prawdziwy cios dopiero miał nadejść.
— I jest moją córką.
Wokół nas zrobiło się zupełnie cicho.
Dojna spojrzała na mnie tak, jakby widziała mnie pierwszy raz w życiu.
— Ty…?
— Tak.

— Ale Radu powiedział mi, że pracujesz tutaj za zwykłą pensję.
Poczułam w ustach gorzki smak.
— Wygląda na to, że Radu opowiedział pani całkiem sporo.
Alexandru wziął zdjęcie leżące na moim biurku.
— To jest mężczyzna, z którym, jak pani twierdzi, moja córka zdradza męża?
— No… tak.
— To dyrektor finansowy naszej firmy. Wczoraj razem z Iriną spotkał się z przedstawicielami banku. Samochód, którym przyjechali, należy do firmy.
Dojna spojrzała na zdjęcie.
Pewność siebie, z którą weszła do budynku, zaczynała z niej uchodzić.
— Skąd mogłam wiedzieć…
— Właśnie na tym polega problem — powiedziałam. — Nie wiedziała pani niczego. A mimo to przyszła pani tutaj, żeby przed moimi kolegami zrobić ze mnie bezwstydną kobietę.
Przycisnęła torebkę do piersi.
— Broniłam swojego dziecka.
— Przede mną?
— Radu powiedział mi, że jest wykończony. Że pracuje tylko po to, żeby spłacać długi. Że zabierasz mu pieniądze i…
— Jakie długi?
Dojna zamilkła.
— Pani raty — odpowiedziałam. Wzięłam głęboki oddech.
— Mieszkanie należy do mnie. Kupiłam je jeszcze przed naszym ślubem. To ja spłacam kredyt.
Jej twarz natychmiast się zmieniła.
— Ale on…
— Rachunki również w większości opłacam ja. Także przez ostatnie cztery miesiące.
— To niemożliwe.
Wtedy mój ojciec zadał pytanie, którego sama wciąż nie miałam odwagi zadać:
— Pani Popa, gdzie według pani pracuje pani syn?
Dojna podała nazwę jednej z firm IT w Bukareszcie.
Znałam ją.
I nagle przypomniałam sobie coś ważnego.
Cztery miesiące wcześniej Radu powiedział mi, że został przeniesiony do nowego projektu i dlatego jego godziny pracy stały się nieprzewidywalne.
Wyjęłam telefon.
— Irina, co robisz? — zapytał mój ojciec.
— Sprawdzam coś.
Nie zajęło mi to długo.
Mój były kolega ze studiów pracował w tej samej firmie. Napisałam do niego wiadomość.
Odpowiedź przyszła niemal natychmiast.
Przeczytałam ją raz.
Potem drugi.
— Co się stało? — zapytała Dojna.
Podniosłam wzrok.
— Radu już tam nie pracuje.
— Jak to?
— Odszedł z firmy cztery miesiące temu. Dojna zaśmiała się krótko.
— Niemożliwe. Każdego ranka wychodzi do pracy.
— Mnie mówi dokładnie to samo.
Po raz pierwszy jej gniew zamienił się w coś zupełnie innego.
W strach.
Zadzwoniłam do Radu.
Po kilku sekundach odebrał.
— Cześć, kochanie. Jestem teraz na spotkaniu. Oddzwonię…
— Twoja matka jest w moim biurze.
Zapadła cisza.
— Co?
— Przyszła powiedzieć moim kolegom, że cię utrzymuję, że masz dwie prace i że cię zdradzam.
Nie odpowiedział.
— Radu, gdzie pracujesz?
— Co to za pytanie?
— Bardzo proste.
— Przecież ci mówiłem…
— Sprawdziłam. Odszedłeś z tej firmy cztery miesiące temu.
Cisza.
Dojna podeszła bliżej, żeby słyszeć rozmowę.
— Radu? — zapytała. — Co ona mówi?
Włączyłam głośnik.
— Mamo, co ty tam robisz? — usłyszeliśmy jego głos.
— Powiedziałeś mi, że pracujesz w dwóch miejscach!
— Nie powinnaś tam jechać!
Dojna nagle pobladła.
— Masz pracę czy nie?
— Mamo, nie teraz.
— Odpowiedz!
Nastąpiła długa cisza.
— Nie.
Dojna chwyciła się oparcia krzesła.
— To skąd masz pieniądze?
Spojrzałam na telefon.
Już znałam odpowiedź.
W ostatnich miesiącach wielokrotnie przelewałam mu pieniądze. Na samochód. Na „chwilowe problemy”. Na jakieś kursy, które miały rzekomo pomóc mu zdobyć awans.
— Ode mnie — powiedziałam.
Dojna spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
— Co?
— To ja utrzymuję pani syna od czterech miesięcy.
Radu natychmiast zaczął się tłumaczyć:
— Irina, to bardziej skomplikowane…
— Nie. To bardzo proste.
Przypomniałam sobie wszystkie wieczory, kiedy wracał do domu zmęczony i opowiadał, że miał okropny dzień.
Wszystkie poranki, kiedy zabierał laptopa i wychodził. Wszystkie chwile, kiedy czułam się winna, że za dużo pracuję.
— Gdzie chodziłeś każdego ranka?
Nie odpowiedział.
— Radu?
— Pracuję nad czymś własnym.
— Od czterech miesięcy?
— Chciałem rozpocząć własny projekt. Nie chciałem ci mówić, dopóki nie będę pewien, że się uda.
Zamknęłam oczy.
— A dlaczego powiedziałeś matce, że masz dwie prace i że mnie utrzymujesz?
— Bo ciągle pytała, dlaczego nie mamy pieniędzy!
To wystarczyło.
Najbardziej nie bolało mnie nawet kłamstwo Dojny o mojej rzekomej zdradzie.
Ani scena, którą urządziła przed moimi kolegami.
Najbardziej bolało mnie to, że własny mąż zbudował swoją pewność siebie, przedstawiając mnie jako winną całej sytuacji.
— Wrócisz dziś wieczorem do domu. Porozmawiamy — powiedziałam.
— Irina…
— To nie jest pytanie.
Rozłączyłam się.
Dojna stała przede mną ze łzami w oczach.
— Naprawdę w to wierzyłam…
— Wiem, w co pani wierzyła.
— Powiedział mi, że cierpi.
— A pani mu uwierzyła, ani razu nie pytając mnie o prawdę.
Spuściła wzrok.
— Przepraszam.
Nie kazałam jej tego powtarzać. Nie potrzebowałam jej upokarzać.
— Proszę wrócić do domu, pani Popa.
Skinęła głową i ruszyła w stronę wyjścia.
Zanim wyszła, odwróciła się.
— Irina… ja naprawdę nie wiedziałam.
— Następnym razem, kiedy czegoś pani nie wie, proszę zapytać. Nie osądzać.
Kiedy drzwi się zamknęły, moi koledzy powoli wrócili do swoich biurek.
Mój ojciec został przy mnie.
— Chcesz wrócić do domu?
Spojrzałam na raport wciąż otwarty na monitorze.
— Nie. Chcę dokończyć to, co zaczęłam.
Tego samego wieczoru Radu czekał na mnie w mieszkaniu.
Próbował wyjaśnić, że czuł się przy mnie gorszy. Że mój sukces sprawiał, iż uważał się za bezwartościowego. A kiedy jego matka chwaliła go za to, jak bardzo się dla rodziny „poświęca”, łatwiej było mu dalej kłamać, niż przyznać się do prawdy.
Wysłuchałam go do końca.
— Rozumiem, dlaczego to zrobiłeś — powiedziałam.
Na jego twarzy pojawiła się nadzieja.
— Więc możemy…
— To, że rozumiem, nie oznacza, że akceptuję.
Nadzieja zniknęła.
Nie poprosiłam go, żeby odszedł dlatego, że stracił pracę. Poprosiłam go, żeby odszedł, ponieważ przez wiele miesięcy budował swój wizerunek ofiary moim kosztem.
A kiedy jego matka zrobiła ze mnie niewierną i wyrachowaną kobietę, dostarczył jej wszystkich kłamstw, których potrzebowała, żeby w to uwierzyć.
Dwa tygodnie później rozpoczęłam procedurę rozwodową.
Dojna już nigdy nie pojawiła się w moim biurze.
Pewnego ranka znalazłam jednak w recepcji bukiet kwiatów i krótką wiadomość: „Osądziłam kobietę, której tak naprawdę nigdy nie znałam. Przepraszam”.
Zachowałam tę kartkę.
Nie dlatego, że mogła wymazać to, co się wydarzyło.
Zachowałam ją, ponieważ czasami najtrudniejszą lekcją nie jest odkrycie, że pomyliliśmy się co do kogoś.
Najtrudniejsze jest odkrycie, że osobą, której broniliśmy za wszelką cenę, był człowiek, który przez cały czas nas okłamywał.
