Marina uniosła wieko starej szkatułki na kosztowności, ozdobionej delikatnymi rzeźbionymi liliami — tej samej, którą odziedziczyła po babci.
W środku znalazła jedynie kurz oraz mały skrawek papieru. Przed laty ona i Igor zapisali na nim pierwszą kwotę, którą udało im się wspólnie odłożyć. Pięćset tysięcy rubli — niemal dwa lata oszczędzania, odkładania pieniędzy rubel po rublu — zniknęło, jakby nigdy nie istniało.
Marina usiadła na brzegu łóżka i przez dłuższą chwilę bez słowa patrzyła na puste dno szkatułki.
W końcu powoli ją zamknęła, przesunęła dłonią po misternym wzorze i wstała.
Nogi same zaniosły ją do kuchni, gdzie Igor przygotowywał śniadanie i kroił chleb.
— Igor, chodź do sypialni. Natychmiast.
Mężczyzna odwrócił się, wciąż trzymając nóż nad deską.
— Co się stało? Jesteś blada jak ściana.
— Po prostu chodź.
Igor odłożył nóż, wytarł ręce w ręcznik i ruszył za żoną.
Marina otworzyła przed nim szkatułkę. Nie powiedziała ani słowa.
Igor pochylił się i zajrzał do środka. Po chwili podniósł wzrok.
— Zaraz… Przeniosłaś pieniądze gdzie indziej?
— Nie, Igor. Niczego nie ruszałam. Dwa tygodnie temu je przeliczałam. Wszystko było na miejscu. Czterysta dziewięćdziesiąt dwa tysiące.
— Może schowałaś je w innym miejscu i zapomniałaś? Każdemu może się zdarzyć.
Marina pokręciła głową.
— Nigdy ich nie przekładam. Doskonale o tym wiesz. Ta szkatułka stoi tutaj od trzech lat i ani razu nie zmieniła miejsca.
Igor przeczesał włosy palcami i zaczął nerwowo chodzić po sypialni.
— Dobrze. Najpierw zachowajmy spokój. Kto był u nas przez ostatnie dwa tygodnie?
— Twój brat Kostia był w poniedziałek. W środę Lena przyszła do mnie na herbatę. Ale nikt nie wchodził do sypialni.
— Kostia nawet nie przeszedł dalej niż korytarz. Jestem tego pewien.
— Lena siedziała ze mną w kuchni. Nawet do łazienki nie poszła, bo się spieszyła.
Zapadła cisza.
Po chwili Marina spojrzała na męża.
— Igor… jesteś pewien, że nie wziąłeś tych pieniędzy? Może potrzebowałeś ich na coś pilnego i zamierzałeś później oddać?
Igor długo patrzył jej w oczy.
— Naprawdę mnie o to pytasz?
— Tylko pytam. Nie oskarżam cię.
— Nie wziąłem ani rubla. A to, że w ogóle bierzesz mnie pod uwagę, bardzo mnie rani.
— Mnie również nie jest łatwo patrzeć na pustą szkatułkę. Nie kłóćmy się. Spróbujmy po prostu ustalić, co się stało.
Tyle że żadna odpowiedź nie przychodziła.
Okna były zamknięte, zamek nie nosił żadnych śladów włamania. Nic nie wskazywało na to, żeby ktoś sforsował drzwi.
Pieniądze nie mogły przecież zniknąć same.
Ktoś musiał je zabrać.
Ktoś, kto miał klucz.
Około południa Marina zadzwoniła do swojej starszej siostry Very. Vera zawsze potrafiła słuchać. A przynajmniej sprawiała takie wrażenie.
Odebrała już po pierwszym sygnale.
— Veroczka, możesz do nas przyjechać? Mamy… problem.
— Co się stało?
— Przyjedź. Nie chcę o tym rozmawiać przez telefon.
Godzinę później Vera siedziała w kuchni, ogrzewając dłonie o filiżankę herbaty.
Marina opowiedziała jej wszystko — od zniknięcia pieniędzy po rozmowę z Igorem.
Vera słuchała uważnie. Od czasu do czasu kiwała głową, a jej twarz przybierała coraz bardziej zatroskany wyraz.
W końcu westchnęła.
— Marin, tylko się nie złość, ale muszę ci powiedzieć, co o tym myślę.
— Mów.
— Igor ostatnio bardzo się zmienił. Sama mi mówiłaś, że wraca późno, jest nerwowy i coraz mniej rozmawia. Nie pomyślałaś, że może… ma kogoś?

Marina odstawiła filiżankę.
— Vera, to poważne oskarżenie.
— A zniknięcie pół miliona rubli nie jest poważne? Kto jeszcze mógł je zabrać? Mieszkanie jest zamknięte. Klucze macie tylko wy dwoje. No i ja, ale przecież nie wchodziłam do was.
— Sprawdzałam jego telefon. Nic podejrzanego. Laptop również.
Vera pochyliła się nad stołem i ściszyła głos.
— A nie zastanawiało cię, dlaczego nie ma hasła w telefonie?
— Nie.
— Normalny człowiek zabezpiecza telefon. A Igor tego nie robi. Może dlatego, że ten telefon jest tylko na pokaz. Dla ciebie. A prawdziwy ma gdzieś indziej.
— Fantazjujesz.
— Wcale nie. Sama przez to przechodziłam. Pamiętasz mojego byłego, Sławę? Wszyscy uważali go za idealnego męża.
A później odkryłam, że w Saratowie ma drugą rodzinę. Nawet trzyletnie dziecko. I wiesz, jak się dowiedziałam? Najpierw zaczęły znikać pieniądze.
Marina zamilkła.
W jej głowie zaczęły pojawiać się coraz bardziej niepokojące myśli.
— Nie twierdzę, że na pewno kogoś ma — ciągnęła Vera. — Ale pomyśl. Wraca późno, pieniądze znikają, żadnych wyjaśnień. Gdzie podziało się pięćset tysięcy? Wyparowało?
— A jeśli ktoś je ukradł? Może dorobił sobie klucz?
Vera pokręciła głową.
— Marin, nie żyjesz w filmie. Ktoś miałby dorobić klucz, wejść do mieszkania, znaleźć szkatułkę w sypialni, zabrać pieniądze i wyjść, nie ruszając absolutnie niczego innego? To mało prawdopodobne.
— A co według ciebie jest bardziej prawdopodobne?
— To, że twój mąż twierdzi, że niczego nie wziął, ale nawet nie zaproponował żadnego sposobu na znalezienie pieniędzy. Nie zauważyłaś? Zdenerwował się nie dlatego, że zniknęły pieniądze, tylko dlatego, że go o nie zapytałaś.
Vera dopiła herbatę.
— Nie chcę, żebyś popełniła ten sam błąd co ja. Przez dziesięć lat żyłam z człowiekiem i nie widziałam rzeczy, które były oczywiste. Nie bądź taka jak ja. Otwórz oczy.
Marina odprowadziła siostrę do drzwi i została sama.
Cisza w mieszkaniu zaczęła ją przytłaczać. Każda minuta oczekiwania na powrót Igora wydawała się wiecznością.
Igor wrócił około ósmej wieczorem.
Zdjął buty, powiesił kurtkę i wszedł do kuchni.
Jedno spojrzenie na twarz żony wystarczyło, żeby zrozumiał, że czeka ich trudna rozmowa.
— Co się stało?
— Usiądź.
— Marin, jestem zmęczony. Jeśli znowu chodzi o tę szkatułkę…
— Usiądź, powiedziałam.
Igor usiadł.
Marina zajęła miejsce naprzeciwko niego.
— Igor, chcę szczerej odpowiedzi. Tylko raz. Masz inną kobietę?
Mężczyzna przez kilka sekund milczał.
Patrzył na nią tak, jakby nie mógł uwierzyć w to, co właśnie usłyszał.
— Naprawdę o to pytasz?
— Tak.
— Marina, oszalałaś? Jaka inna kobieta? Skąd ci to przyszło do głowy?
— Stąd, że pięćset tysięcy rubli nie znika bez śladu. Wracasz późno, jesteś nerwowy, a kiedy zniknęły pieniądze, nie zaproponowałeś nawet jednego rozwiązania. Za to wściekłeś się, gdy cię o nie zapytałam.
Igor powoli wstał.
— Vera nagadała ci tych bzdur.
— Nieważne, kto mi je powiedział. Ważne jest to, gdzie są pieniądze.
— Już ci powiedziałem. Nie brałem ich. Co jeszcze mam zrobić? Przysięgać? Zrobić test na wariografie?
— Możesz po prostu powiedzieć, gdzie jesteś wieczorami.
— W pracy! Pracuję, Marina! Od trzech miesięcy mamy mnóstwo roboty. Mówiłem ci to dziesiątki razy! Ale ty wolisz słuchać swojej siostry, która wszędzie dopatruje się zdrady, bo sama nie potrafiła utrzymać swojego małżeństwa!
— Nie waż się tak mówić o Verze!
— A ona może mówić o mnie? Może nastawiać moją własną żonę przeciwko mnie? Głosy obojga stawały się coraz głośniejsze.
— Nie odpowiedziałeś mi. Gdzie są pieniądze, Igor?
— Nie wiem! Ile razy mam ci to powtarzać?
— W takim razie nie mamy o czym rozmawiać.
— Świetnie!
Igor wyszedł do przedpokoju, zdjął walizkę z górnej półki i zaczął pakować do niej ubrania.
— Co ty robisz?
— Odchodzę. Skoro bardziej wierzysz siostrze niż własnemu mężowi, zamieszkaj z nią.
— Igor, przestań!
— To ty przestań! Jesteśmy razem od dziesięciu lat, a ty oskarżasz mnie o kradzież i zdradę tylko dlatego, że Vera zatruła ci głowę!
Nagle rozległo się mocne pukanie do drzwi.
Marina otworzyła.
Na korytarzu stała Zinaida Pawłowna, starsza sąsiadka z mieszkania naprzeciwko.
— Kochani, rozumiem, że macie problemy. Ale mój wnuk śpi. Ma dopiero trzy lata. Przestraszycie dziecko.
— Przepraszamy, Zinaida Pawłowna — powiedziała Marina.
Kobieta już miała odejść, lecz nagle się zatrzymała.
— Marin… Nie chciałam się wtrącać, ale skoro już tak wyszło… coś widziałam.
— Co takiego?
— Tydzień temu, w sobotę. Ty i Igor byliście wtedy na daczy. Wyszłam wyrzucić śmieci i zobaczyłam Verę, jak otwiera wasze drzwi swoim kluczem. Weszła do środka, była tam około dwudziestu minut, a potem wyszła z torbą.
Marina zamarła.
— Z torbą? — powtórzył Igor.
— Tak. Kiedy wchodziła, niczego nie miała. Kiedy wychodziła, niosła torbę.
Igor powoli odłożył koszulę na walizkę.
— Jest pani pewna?
— Mam siedemdziesiąt dwa lata, ale wzrok wciąż mam dobry. Vera jest wysoka, ma ciemne włosy i pieprzyk na policzku. Widziałam ją setki razy. To była ona.
Zinaida Pawłowna odeszła.
Marina i Igor spojrzeli na siebie.
Klucz.
Vera rzeczywiście nadal miała zapasowy klucz do ich mieszkania — dostała go kilka lat wcześniej, kiedy opiekowała się ich domem podczas urlopu.
Następnego ranka Marina pojechała do siostry.
Nie zadzwoniła. Nie uprzedziła jej.
Po prostu wsiadła do autobusu i czterdzieści minut później stała przed znajomymi drzwiami.
Nacisnęła dzwonek i trzymała go tak długo, aż usłyszała kroki.
Vera otworzyła w szlafroku, z filiżanką w dłoni.
— Marin? Co ty tutaj robisz? Dlaczego nie zadzwoniłaś?
— Wpuść mnie. Musimy porozmawiać.
Vera odsunęła się.
Marina weszła do środka, usiadła i spokojnie spojrzała na siostrę.
— Vera, zapytam tylko raz. Byłaś w naszym mieszkaniu w zeszłą sobotę?
Przez chwilę panowała cisza. Marina zauważyła jednak drobne drżenie rzęs siostry.
— Nie. Skąd ci to przyszło do głowy?
— Widziała cię sąsiadka. Zinaida Pawłowna. Otworzyłaś drzwi swoim kluczem, spędziłaś w środku około dwudziestu minut i wyszłaś z torbą. Jeśli chcesz, możesz do niej zadzwonić. Potwierdzi.
— Jest starą kobietą. Może ma demencję.
— Sama zajmuje się trzyletnim wnukiem, gotuje mu i wychodzi z nim na spacery. Nie wygląda na osobę z demencją.
Vera odstawiła filiżankę na parapet.
Milczała.
Po chwili wzruszyła ramionami.
— Dobrze. Załóżmy, że byłam. Wzięłam tylko bluzę, którą zostawiłam u was wcześniej. I co z tego?
— Bluza? Wyszłaś z torbą po jedną bluzę?
— A co miałam zrobić? Nieść ją pod pachą?
Marina spojrzała jej prosto w oczy.
— Vera, wystarczy. Gdzie są pieniądze?
— Jakie pieniądze? Oskarżasz mnie o kradzież?
Marina wstała.
— Wczoraj siedziałaś w mojej kuchni i przekonywałaś mnie, że mój mąż jest złodziejem i zdrajcą. Nastawiłaś mnie przeciwko niemu.
Prawie doprowadziłaś do rozpadu mojego małżeństwa. A teraz okazuje się, że byłaś w naszym mieszkaniu dokładnie wtedy, kiedy zniknęły pieniądze. Masz klucz. Miałaś czas. I jest jeszcze coś.
Vera milczała.
— Wczoraj od razu wiedziałaś, o jaką kwotę chodzi. Tyle że ja nie powiedziałam ci, ile pieniędzy zniknęło. Nie podałam żadnej sumy. A ty nawet nie zapytałaś.
Vera odwróciła wzrok.
Marina poczuła, że właśnie znalazła brakujący element układanki.
— To niedorzeczne — mruknęła Vera.
— W takim razie otwórz szafę. Teraz. Pokaż mi torbę, z którą wyszłaś z naszego mieszkania.
— Niczego ci nie pokażę!
— Dlaczego? Bo boisz się, że znajdę moje pieniądze?
— Oszalałaś!
— Nie. Po prostu wreszcie przejrzałam na oczy.
Vera uniosła podbródek.
Marina znała ten gest od dzieciństwa. Starsza siostra zawsze robiła tak wtedy, gdy nie miała już żadnych argumentów, ale wciąż nie zamierzała się poddać.
— Dobrze — powiedziała Vera. — Chcesz prawdy? Proszę bardzo. Tak, wzięłam pieniądze. I nie żałuję ani przez chwilę.
— Oddaj je.
— Nie oddam. Wiesz dlaczego? Bo te pieniądze powinny być moje.
— Twoje?
— Tak! Rodzice pomogli ci kupić mieszkanie. Dali ci dwa miliony. A mnie? Nic. Powiedzieli: „Jesteś starsza, poradzisz sobie”. No więc sobie poradziłam.
Mąż mnie zostawił, mieszkam sama w kawalerce z tapetami pamiętającymi lata dziewięćdziesiąte. A ty masz trzypokojowe mieszkanie, męża i oszczędności. Ja zastanawiam się, za co kupić chleb, a wy odkładacie pieniądze na samochód. Na samochód, Marin! Żeby jeździć na daczę! Wy macie daczę!
— To nie jest żadne usprawiedliwienie.
— Dla ciebie nie. Dla mnie tak. Trzy razy prosiłam was o pożyczkę. Igor za każdym razem odmawiał. „Mamy własne plany, Vera. Oszczędzamy”. A ja co? Mam zdechnąć z głodu?
— Mogłaś porozmawiać ze mną.
— Z tobą? Przecież ty nawet nie podejmujesz decyzji bez niego! To Igor decyduje, na co wydajecie pieniądze, komu pomagacie, a komu nie. A ty tylko przytakujesz.
Marina zrobiła krok w jej stronę. Vera instynktownie się cofnęła.
— Ukradłaś pieniądze własnej siostrze. Potem przyszłaś do mnie i próbowałaś przekonać mnie, że mój mąż mnie zdradza. Chciałaś, żebyśmy się rozstali. Wszystko po to, żeby nikt nie zaczął podejrzewać ciebie.
— Ja nie chciałam…
— Wystarczy. Jeszcze nie skończyłam. Uważasz, że świat jest ci coś winien. Że ja jestem ci coś winna. Że rodzice są ci coś winni. Ale tak nie jest. Nikt nie ma obowiązku płacić za twoje rozczarowania. A już na pewno moje pieniądze nie należą do ciebie.
— Nie oddam ich. I co mi zrobisz?
Marina przez chwilę patrzyła na nią w milczeniu.
Potem powiedziała chłodno:
— Masz tydzień. Jeśli za siedem dni nie oddasz całej kwoty, co do ostatniej kopiejki, powiem wszystkim. Mamie, tacie, cioci Ninie, Kosti, naszym znajomym. Każdy dowie się, co zrobiłaś.
Vera pobladła.
Marina odwróciła się i wyszła.
Przez trzy kolejne dni panowała cisza.
Vera nie dzwoniła i nie pisała.
Marina wróciła do codziennych obowiązków. Gotowała, sprzątała, robiła zakupy. Igor rozpakował walizkę i więcej jej nie dotknął.
Wieczorami siedzieli razem w kuchni. Między nimi pojawiło się coś nowego — delikatnego i ostrożnego, ale prawdziwego.
— Wybacz mi — powiedziała Marina drugiego wieczoru. — Nie miałam prawa cię oskarżać.
— Byłaś przestraszona. Vera zatruła ci głowę. Rozumiem.
— To nie jest usprawiedliwienie. Powinnam była uwierzyć tobie, a nie jej.
Igor ujął jej dłoń.
Marina jej nie cofnęła.
Czwartego dnia zadzwoniła Vera.
— Marin, musimy porozmawiać.
— Mów.
— Nie przez telefon. Przyjedź.
— Nie. To ty przyjedziesz do mnie. I przyniesiesz pieniądze.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
— Nie mam całej kwoty. Część już wydałam.
— Ile masz?
— Trzysta dwadzieścia tysięcy.
— Przywieź je. Resztę oddasz w ciągu miesiąca. Co tydzień równa rata.
— Marina, skąd ja…
— To nie mój problem. Skoro znalazłaś sposób, żeby zabrać moje pieniądze, znajdziesz też sposób, żeby je zwrócić. Jutro o dwunastej.
Marina się rozłączyła.
Następnego dnia Vera pojawiła się punktualnie w południe.
Przyniosła torbę pełną banknotów.
Marina przeliczyła je na jej oczach.
Trzysta dwadzieścia dwa tysiące.
— Klucz — powiedziała Marina.
— Co?
— Klucz do naszego mieszkania. Oddaj go. Vera wyjęła z torebki klucz z małym breloczkiem w kształcie wiśni i położyła go na stole.
— Zadowolona?
— Będę, kiedy oddasz resztę.
— Oddam. A co potem?
— Potem nic. Żadnych telefonów. Żadnych wizyt. Żadnego siedzenia przy moim stole przy herbacie. Przestałam ci ufać.
— Wyrzucasz mnie ze swojego życia przez pieniądze?
— Nie przez pieniądze. Przez zdradę. Pieniądze są tylko jej konsekwencją. Zdradziłaś mnie, kiedy je ukradłaś. Zdradziłaś mnie po raz drugi, kiedy próbowałaś nastawić mnie przeciwko Igorowi. Chciałaś zniszczyć moje małżeństwo, żeby ukryć własne kłamstwo. Tu nigdy nie chodziło tylko o pieniądze.
Vera stała jeszcze chwilę w drzwiach, ale nie znalazła odpowiednich słów.
W końcu wyszła.
Marina zamknęła za nią drzwi.
Wieczorem powiedziała Igorowi, że Vera oddała część pieniędzy.
Igor przez chwilę milczał.
— Jesteś silna, Marin. Silniejsza, niż sądziłem.
Marina pokręciła głową.
— Nie jestem silna. Po prostu mam już dość bycia wygodna dla wszystkich. Miesiąc później Vera przelała pozostałe sto siedemdziesiąt osiem tysięcy rubli w czterech ratach.
Bez wiadomości.
Bez telefonu.
Tylko cyfry pojawiały się na ekranie telefonu Mariny.
Tydzień później Zinaida Pawłowna zapukała do drzwi.
— Marin, przypadkiem coś usłyszałam… Vera to chyba ta Vera Siergiejewna, która mieszka przy ulicy Rzecznej?
— Tak. To moja siostra.
— W takim razie może cię to zainteresuje. Moja przyjaciółka Tamara mieszka w tym samym budynku. Powiedziała, że trzy dni temu Vera wynosiła rzeczy do samochodu jakiegoś mężczyzny.
Tamara zapytała później dozorcę i dowiedziała się, że Vera sprzedała swoje mieszkanie. Podobno transakcję sfinalizowała miesiąc temu. Za kawalerkę dostała ponad cztery miliony rubli.
Marina powoli usiadła.
— Sprzedała mieszkanie?
— Na to wygląda. A tobie opowiadała, jaka jest biedna i nieszczęśliwa. Miała cztery miliony, a udawała, że nie ma nawet na chleb.
Marina zamknęła drzwi i oparła się o ścianę.
Po chwili zaśmiała się krótko i gorzko.
Vera, która ciągle narzekała na biedę, ukradła siostrze pół miliona rubli i próbowała rozbić jej małżeństwo, choć sama miała na koncie majątek niemal dziesięciokrotnie większy od skradzionej kwoty.
To nie była bieda.
Nie rozpacz.
To była chciwość.
Zwyczajna, mroczna chciwość połączona z latami zazdrości wobec młodszej siostry, której życie ułożyło się lepiej. Marina wyjęła telefon i zadzwoniła do Very.
Siostra nie odebrała.
Marina napisała więc tylko:
„Wiem o mieszkaniu. Sprzedałaś je za ponad cztery miliony, a mimo to okradłaś własną siostrę. Nie dzwoń. Nie pisz. Nie przychodź. Nigdy.”
Odpowiedź nie nadeszła.
I tym razem Marina jej nie potrzebowała.
